wybuchy, erupcje, jestem musująca;)
i spiewałabym, ale sąsiedzi jeszcze śpią.
i wykrzyczeć bym chciała, ale się boję. no bo co będzie, jeśli uwolnione przez usta zaklęcie za bardzo zaprzyjaźni się z wolnością i gdzieś mi spieprzy?
wolę się dusić, ale je czuć!
a jak już naprawdę będę niebezpiecznie napompowana, upuszczę trochę powietrza. jeśli nie ucieknie- moje. a jeśli zacznie gdzieć lecieć, to poproszę mojego Czrodzieja, żeby je dogonił i złapał. na pewno potrafi takie cuda. przecież jest najlepszy na świecie! ;)
miały być fajerwerki, wielkie wybuchy, oh, ah, cud nad wisłą, wielka miłość.
a wyszło jak zwykle, czyli nie wyszło.
chociaż czasem było miło. i często było ważnie.
niestety pies ogrodniczki marysi jeszcze żyje. zdechnij mały, będę zdrowsza.
za to oczy mam od dawna suche,a zdemolowana dusza w miare się odgraciła. generalnie jest teraz spoko, zapomniałam już dosyć sporo, zakochałam się na nowooo... na na na, myslovitz, myslvitz, ale mi to dziś pasuje.
ale przestanie. bo i tak zapowiada się na wielki efektowny upadek.
czyli nic nowego.